Kaski rowerowe mogą wyglądać ładnie, jak modne kapelusze. Dzieci do przedszkola można przewieźć rowerem towarowym wraz babcią – zmieszczą się obok siebie w przyczepce. Rower w zimie to naturalne rozwiązanie dla 70% mieszkańców Kopenhagi. Zamiana auta na rower daje nam dodatkowe 2,5 roku życia. Rowery nigdy nie doprowadziłyby do katastrofy w zatoce Meksykańskiej.
Jeżdżę rowerem codziennie od czasów licealnych, choć nie wiedziałem tego wszystkiego Przyzwyczaiłem się też, że jest to odbierane jako niegroźne dziwactwo. No bo czy rower można traktować poważnie? Niedawno przekonałem się, że tak, jak najbardziej. W czerwcu, w Kopenhadze w czasie konferencji VELO-CITY GLOBAL 2010 ponad tysiąc sto osób z całego świata przez cztery dni dyskutowało właśnie na ten temat.
Perspektywy z jakich można patrzeć na zwyczajny rower są niezliczone. O wielu wiedziałem: konsekwencje dla zdrowia, obecność rowerów (bądź ich brak) w polityce transportowej czy planistycznej miasta nasuwają się łatwo. Jednak konsekwencji ekonomicznych, społecznych i istnienia specjalnej mody rowerowej nie byłem świadomy.
Już pierwsza sesja plenarna pokazała szerokość problematyki rowerowej - także pod względem geograficznym. Powitał nas Fank Jensen, burmistrz Kopenhagi, niedawno obdarzony tytułem „Rowerzysty roku”, który sam codziennie dojeżdża do pracy na rowerze i śmiało deklaruje, że chce z tego miasta uczynić zielone laboratorium. Pomimo funkcjonujących już rozwiązań, które uznawane są za najlepsze na świecie, władze miasta nie ustają w szukaniu nowych udogodnień i zachęt do korzystania z dwóch kółek na co dzień.
Po nim Janette Sadik-Khan, Komisarz miejskiego departamentu transportu Nowego Jorku, prezentowała wprowadzane z wielkim rozmachem zmiany mające na celu przywrócenie miejskiej przestrzeni ludziom – rowerzystom i pieszym – kosztem samochodów.
Zupełnie inne spojrzenie zaprezentował prof. Pan Haixiao z Uniwersytetu Szanghaju. W Chinach rower od wielu lat jest najpopularniejszym środkiem transportu, istnieje też dużo miejsc dostosowanych do niego, jednak obecnie wraz z wzrostem gospodarczym gwałtownie rośnie liczba samochodów i narasta presja na likwidację wydzielonych pasów dla rowerów i wprowadzanie zakazów jazdy na rowerze.
Uzupełnieniem wykładów były prowadzone w mniejszych grupach prezentacje połączone z dyskusją. Z bogatej palety tematów (m. in: „Jazda na rowerze a wartości życiowe” czy „Kampanie na rzecz ograniczenia krótkich podróży samochodem”) wybrałem omówienie zasad budowania lokalnej polityki w oparciu o udane przykłady. Najpierw Tim Asperges z Belgii przedstawił podział miast na trzy poziomy zaawansowania w oparciu o procentowy udział podróży odbywanych na rowerze. W odniesieniu do tego rekomendował miastom początkującym - skupienie się na stworzeniu bezpiecznych warunków do jazdy rowerem poprzez budowę ścieżek i infrastruktury rowerowej, średniakom – promocję i zachęcanie ludzi do korzystania z rowerów, oraz zaawansowanym – utrzymywanie rozpędu. Ciekawe wydaje mi się jego zalecenie, by skupić się na promowaniu krótkich podróży, do 4 km, bo na takim dystansie rower w mieście jest szybszy niż samochód, i w takiej odległości znajduje się cel znacznej części przejazdów w ruchu miejskim. Warty zapamiętania jest też podział mieszkańców na grupy: tych co zawsze będą jeździć, tych co pojadą, jeśli tylko będą mieli bezpieczne warunki, tych co potrzebują dodatkowej zachęty, i tych, którzy nigdy za nic nie wsiądą na rower, i dlatego potrzebują innych rozwiązań - myślę, że często rowerzyści zapominają o tej grupie.
Na koniec dwa zdania z prezentacji z Boulder w Kolorado, najbardziej rowerowego miasta w USA: „Małe sprawy maja duże znaczenie” – brak oznakowanych przejść dla pieszych, złe chodniki, nie odśnieżane ścieżki rowerowe skutecznie skłonią nawet aktywnych mieszkańców do jazdy samochodem po zakupy dwie ulice dalej; oraz „O wszystkim decyduje wola polityczna. Bez niej nic nie da się zrobić”.
(to relacja z pierwszego dnia konferencji, która ukaże się w piśmie Krakow.pl)