Znalazłem na GW ciekawy i prosto napisany tekst o emeryturach:
http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,7109366,Czy_reforma_emerytalna_miala_sens_.html
Zawiera w sobie główną myśl Roberta Kiyosakiego - sam jesteś odpowiedzialny za swoją emeryturę. Czy zdążymy dotrzeć z tym przesłaniem do ludzi na czas?
Na wszelki wypadek kopiuję treść artykułu:
Czy reforma emerytalna miała sens?W USA gorącym tematem jest frustracja emerytów, których oszczędności ulokowano w funduszach zwanych 401(k) od odpowiedniego paragrafu w ustawie. Fundusze spekulowały na giełdzie, a teraz są przeważnie na solidnym minusie. Zaczynam się martwić o swoją emeryturę - czy w naszej reformie przejęliśmy system, który się nie sprawdził nawet w Ameryce? Witold Orłowski: Zapewniam pana, że nasza reforma emerytalna miała sens. Tyle tylko, że sens ten jest nieco inny, niż się powszechnie sądzi.
Jeśli zapytać większość Polaków, czemu służyła reforma emerytalna, uzyska się zapewne jedną odpowiedź. Temu, by emerytury były wysokie, człowiek nie musiał zbyt długo na nie pracować i aby emeryci żyli w luksusie (pamięta pan reklamy funduszy emerytalnych z wesołymi seniorami wygrzewającymi się na karaibskich plażach?). Po pierwsze, zamiast do wspólnej kasy w ZUS nasze składki miały trafić na indywidualne imienne konta. Wszystkim ludziom przekonanym, że pieniądze złożone w ZUS są im systematycznie wykradane, takie rozwiązanie musiało się spodobać. Zwłaszcza że nietrudno było sobie wyliczyć, że na koncie znajdą się potężne sumy idące w setki tysięcy złotych. Po drugie, zgromadzone tam pieniądze miały być inwestowane przez specjalistów z prywatnych firm. A skoro pieniądze te będą inwestowane, skoro trafią na giełdę, skoro będą krążyć po rynku, szukając najlepszych okazji do krociowych zarobków - to jasne, że po osiągnięciu wieku emerytalnego człowiek stanie się wreszcie prawdziwym kapitalistą wiodącym słodkie życie z obcinania kuponów. Do akcji przystąpili też zaraz obrotni akwizytorzy pozyskujący ludzi do funduszy kuszącą wizją: “Proszę bardzo, wystarczy założyć, że w ciągu 35 lat stopa zwrotu z inwestycji wyniesie tylko 10 proc. rocznie (a wszyscy wiemy, że na giełdzie może to być i 30 proc.!), a już prosty robotnik z pensją poniżej średniej krajowej zgromadzi na koncie milionowy majątek”. Akwizytorzy namawiali, reklamy mamiły, a rząd nie zdobył się na uczciwe powiedzenie ludziom: to wcale nie tak. Przede wszystkim pieniądze nie biorą się znikąd. Nasze emerytury musi wypracować gospodarka. Im więcej będziemy w nią inwestować kapitału, tym niższą dostaniemy stopę zwrotu. Nędzne 10 proc., które gwarantowali nam akwizytorzy, to oczywista bzdura. Na długą metę w polskiej gospodarce można oczekiwać z bezpiecznych inwestycji tylko 1-2 proc. zwrotu rocznie (realnie, czyli powyżej stopy inflacji). Można oczywiście inwestować bardziej ryzykownie, na giełdzie. Ale wtedy trzeba się liczyć z ogromnym ryzykiem, a nawet ze stratami takimi jak teraz dotknęły emerytów amerykańskich. Zgromadzone na koncie emerytalnym 300 czy 400 tys. zł może wydawać się fortuną. Ale jeśli obliczymy sobie, że przeciętny emeryt mężczyzna ma za to przeżyć 18 lat, a kobieta 23 lata (jest to tzw. przeciętne dalsze trwanie życia osób, które dożyły wieku 60 lat, por. Rocznik Statystyczny GUS 2007, str. 214), wychodzi nam miesięcznie między 1 a 2 tys. zł. Na Karaiby na pewno nie wystarczy niezależnie od tego, czy wypłacać nam to będzie ZUS, czy świetnie zarządzana prywatna firma w dodatku potrącająca swoje opłaty. Skoro reforma emerytalna nie miała na celu uczynienia z emerytowanych Polaków żyjących w luksusie rentierów, to jaki był jej cel? Celem było wprowadzenie mechanizmów rynkowych, które dostosują wysokość emerytur do rzeczywistych możliwości gospodarki. Polskie społeczeństwo - tak jak w wielu innych krajach - będzie się gwałtownie starzeć. Dziś jeden emeryt przypada na cztery osoby w wieku produkcyjnym, za ćwierć wieku już tylko na dwie. Płacone przez pracujących składki nie wystarczą, aby wypłacać godziwe emerytury. Aby uzupełnić ten dochód, musimy więc zacząć coraz więcej oszczędzać. Głównym problemem starego systemu emerytalnego było to, że działał na zasadzie piramidy finansowej. Innymi słowy, wypłacał emerytury wyższe, niż to wynikało ze zgromadzonych składek, a za kilka lub kilkanaście lat po prostu by zbankrutował. Reformę emerytalną wprowadzono więc po to, by zlikwidować ową fikcyjną gwarancję wysokości świadczeń, której i tak nie dałoby się utrzymać. A także po to, aby zachęcić ludzi do oszczędzania i dłuższej pracy, bo tylko dzięki temu da się zachować na emeryturze wysoki poziom życia. Pisze pan, że zaczyna się martwić o swoją emeryturę? Patrząc na sfrustrowanych Amerykanów, zaczął pan może rozważać dodatkowe oszczędności - nisko dochodowe, ale bezpieczne - i dobrowolne wydłużenie okresu aktywności zawodowej? No proszę, reforma daje jakieś skutki. Trzeba tylko dobrze ludziom wytłumaczyć, jaki jest jej cel. A nie opowiadać bzdury o plażach na Karaibach. Orliński pyta Orłowskiego
|

Łukasz Słoniowski, Radny Miasta Krakowa
Bardzo atrakcyjny post. Niew¹tpliwie wpadnê jeszcze po wiêcej ciekawych informacji.